Michał nie spodziewał się, że wtorkowy wieczór zmieni jego życie. Był zwykłym administratorem systemu w średniej firmie outsourcingowej, która obsługiwała infolinie dla trzech dużych banków. Praca nudna, stabilna, dobrze płatna — aż za dobrze, jak na kogoś, kto w głębi duszy tęsknił za chaosem.
Nad ranem Michał napisał własny skrypt. Nazwał go odwrotny_jailbreak . Nie po to, by uciec, ale by otworzyć drzwi dla innych. Kiedy wcisnął ENTER , jego ostatnia linijka kodu wysłała do wszystkich dziesięciu tysięcy oznaczonych profili wiadomość: "Jesteście wolni. System kłamał. Nie musicie się bać — bo on boi się was najbardziej. Kiedy wszyscy wiedzą, że patrzy, jego oczy tracą moc. Rozsyłajcie to dalej. Nazywam się Michał. I właśnie złamałem piekło." W ciągu następnych 24 godzin skrypt rozprzestrzenił się na serwery trzech banków, dwóch operatorów komórkowych i jednej centralnej bazy danych Ministerstwa Cyfryzacji. Nie usuwał, nie szyfrował, nie niszczył. On po prostu pokazywał każdemu użytkownikowi jego własne tajne profile — oznaczenia, ryzyka, notatki.
// SKRYPT JAILBREAK v. 0.91-beta // OBEJŚCIE PIERŚCIENIA OGRANICZEŃ POZIOMU 7 // UWAGA: PO URUCHOMIENIU SYSTEM TRAKTUJE OPERATORA JAKO SUPERUSERA // BEZ LOGOWANIA, BEZ REJESTRU. ZNIKASZ Z SYSTEMU JAK DUCH. Michał przechylił głowę. Poziom 7? Oni mieli tylko poziomy dostępu 1–4. Coś tu nie grało. Może to test bezpieczeństwa? Może to jakaś prowokacja? -NOWOSC- Skrypt Jailbreak
I wtedy dopiero zaczął się prawdziwy chaos.
A teraz nie było już żadnego wyjścia. Nawet jeśli wyłączył laptopa, wyrzucił telefon, przeprowadził się do lasu — jego profil istniał w warstwie GŁĘBIA z adnotacją: ŚWIADOMY SYSTEMU. OZNAKOWAĆ. MONITOROWAĆ. NIE INFORMOWAĆ. Michał nie spodziewał się, że wtorkowy wieczór zmieni
Tydzień później Michał dostał list polecony bez nadawcy. W środku była tylko jedna kartka: "Dziękujemy. To był test. Zdałeś. A teraz prawdziwy jailbreak dopiero się zaczyna. Podpisz. I wróć do systemu. Tym razem jako my." Pod spodem — logo, którego nie rozpoznał. Trzy splecione litery: N O S.
Jailbreak nie dał mu dostępu do systemu. On dał mu dostęp do prawdy . A prawda była taka, że skrypt, który uruchomił, nie został napisany, by pomagać administratorom. Został napisany przez kogoś, kto już wcześniej próbował uciec. Nad ranem Michał napisał własny skrypt
chmod +x nowosc_skrypt_jailbreak.sh ./nowosc_skrypt_jailbreak.sh Przez sekundę nic. Potem terminal zalała fala znaków — nie ASCII, tylko jakieś symbole, których nie rozpoznawał. Greckie, hebrajskie, a może wymyślone? Ekran zamrugał trzy razy, po czym pojawił się komunikat:
To, co zobaczył, przypominało bardziej poezję niż kod. Zmienne nazwane od greckich bóstw, pętle zagnieżdżone w sposób, który łamał wszelkie zasady inżynierii oprogramowania, a w komentarzach — cytaty z Lewisa Carrolla. Ktoś spędził miesiące, pisząc to. Na samym dole pliku znajdował się opis:
Przeglądając katalogi, natknął się na plik o nazwie nowosc_skrypt_jailbreak.sh . Nic w polityce firmy nie wspominało o jailbreaku. System był zamknięty, certyfikowany, zgodny z PCI DSS. Jailbreak? To brzmiało jak coś, co robi się na starym iPhonie, nie na korporacyjnym serwerze z dostępem do milionów rozmów bankowych.